29 maja 2024

1964 - Uczniowie i nauczyciele szkoły w Rojowie



Zdjęcie wykonano w 1964 podczas zakończenia roku szkolnego 

Uczniowie w górnym rzędzie od lewej: Andrzej Blewąska, Marian Zaremski, Zenon Adamski, Zdzisław Ociepka, Zenon Blewąska, Józef Zientek, Krystyna Ślak,
Poniżej od lewej: Maria Mikołajczyk, Zenon Chowański, Andrzej Potera, Leszek Chowański, Kazimierz Chowański, Maria Kupijaj, Teresa Kempa, Maria Pawlak, Wiesława Błoch, Henryka Chowańska, Danuta Kempa, Maria Pułkownik
Nauczyciele od lewej: Stefan Dyba, Leokadia Ratajczak, Edward Kasperkiewicz, Kazimierz Tabaka
Uczniowie w dolnych rzędach od lewej: Janina Mikołajczyk, Janina Kempa, Stanisław Hęciak, Tadeusz Tabaka, Henryk Chowański, Grzegorz Jończak, Jolanta Daszczyk, Danuta Ślak, Maria Zaremska, Ewa Płócienniczak

28 maja 2024

1959 - Absolwenci i nauczyciele szkoły w Rojowie

                    



Zdjęcie wykonano w roku 1959 z okazji zakończenia roku szkolnego w VII klasie.

Na zdjęciu od lewej: Jerzy Jeżyk, Stanisława Śmiejczak, Maria Jarosz (Kamińska), Wanda Drabent, Józef Urbaniak, Irena Ciachera (Chowańska), Agnieszka Głowacka (Rogala), Krystyna Kempa (Gretkiewicz), Zygmunt Grzegorowski
Nauczyciele: Kazimierz Tabaka, Anna Lewek, Jan Banaszczyk, Edward Kasperkiewicz.                           
W 1959 roku było 7 klas podstawowych. W  szkole pracowało 5-6 nauczycieli i 1 nauczyciel katecheta. Prawie wszystkie klasy były łączone. W budynku nr 1 była tylko 1 klasa, i w budynku nr 2 też, a w resztę pomieszczeń zajmowali nauczyciele: w budynku nr 1  p. Dąbrowski i p. Kasperkiewicz,  a w budynku nr 2 p. Tabaka.  Na „górce” w dużej sali uczyły się klasa 6 i 7, a w byłej klasie „0” były 4 i 5 klasa. Nie było centralnego ogrzewania, klasy były ogrzewane piecami kaflowymi. Również nie było bieżącej wody i kanalizacji. Prąd został do szkoły doprowadzony ok. 1960r. Uczniowie uczyli się przy lampach naftowych lub świeczkach. W tych latach nauczano: śpiewu (obecnie muzyki), obowiązkowo j. Rosyjskiego, matematyki, biologii, geografii, chemii, fizyki, historii, zajęć praktycznych, wychowania fizycznego (ze względu na brak boiska i sali gimnastycznej uczniowie musieli ćwiczyć w klasach). 

Opisała Laura Grzegorowska na podstawie wspomnień Zygmunta Grzegorowskiego.
                                                                                                   

22 maja 2024

Kapliczka Matki Bożej w Rojowie


        Na skrzyżowaniu dróg, na trasie z Ostrzeszowa do Kobylej Góry, otoczona przez cztery masywne kasztanowce, znajduje się kapliczka Matki Bożej – symbol wiary mieszkańców Rojowa. Przytwierdzona do grubej metalowej rury, osadzonej w betonie, jest oszklona skrzynka, w której umieszczono figurę Matki Bożej z Dzieciątkiem w niebiesko-białej szacie, lampkę i sztuczne kwiaty. Figura była już kilkakrotnie odnawiana i konserwowana przez lokalną społeczność. Z tyłu skrzynki przyspawany jest krzyż z wizerunkiem ukrzyżowanego Chrystusa.


        Około stu lat temu w tym miejscu stała czworoboczna, murowana kapliczka z wysokim metalowym krzyżem, z której pochodzi obecna figura. Podczas wojny, w 1940 roku, kapliczkę zniszczyli hitlerowcy, a figurę rozbili o drogę. Przetrwała dzięki trosce Stanisławy Góra, mieszkanki Rojowa, która zaopiekowała się nią po zniszczeniu kapliczki.

Przez kilka lat po wojnie wstrzymywano się z budową nowej kapliczki, ponieważ nie wszyscy mieszkańcy Rojowa i okolic byli katolikami. Jednak zimą 1977 roku, w obliczu przejazdu kopii cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, postanowiono wykonać krzyż. Inicjatywę podjął Henryk Falis wraz z kilkoma sąsiadami (Piotrem Kasprzakiem, Janem Falisem, Zygmuntem Grzegorowskim), którzy pomimo mrozu, zdążyli zakończyć prace na czas.

13 lutego 1977 roku krzyż został poświęcony przez biskupa poznańskiego, prawdopodobnie przez biskupa Baraniaka lub jego zastępcę, w obecności licznie zgromadzonych mieszkańców wsi. Niedługo potem władze gminy i sołtys nakazali usunięcie krzyża, ale dzięki oporowi mieszkańców, krzyż przetrwał do dzisiaj.

W przeszłości przy kapliczce odbywały się nabożeństwa majowe ku czci Matki Boskiej, organizowane przez lokalne mieszkanki. Obecnie ten zwyczaj został porzucony. Kapliczka stoi na prywatnej posesji i jest pod szczególną opieką mieszkańców.

                                                                                                           Rojów ‎12 ‎sierpnia ‎2005

20 maja 2024

Kapliczka Chrystusa Króla przy byłej szkole w Rojowie

                                                                            Rojów 2005

W książce "Wspomnienia o mieście Ostrzeszowie bliższej jego i dalszej okolicy" autorstwa księdza radcy Michała Perlińskiego, proboszcza ostrzeszowskiego, wydanej w Ostrzeszowie w 1920 roku, znajduje się informacja, że na początku XX wieku w Rojowie przy drodze stały dwie kapliczki. Losy jednej z nich, przedstawionej na zdjęciu, są reprezentatywne dla regionu. Została ona zbudowana w drugiej połowie XIX wieku, a podczas II wojny światowej zniszczona przez Niemców. Figurkę z kapliczki ocaliła mieszkańka Rojowa, pani Rozalia Drożak, która ukryła ją w swoim domu na czas wojny. Po wojnie, gdy kapliczka została odbudowana, figura powróciła na swoje miejsce i stoi tam do dziś. Odbudowa zniszczonej kapliczki świadczy o głębokim przywiązaniu mieszkańców Rojowa do wiary swoich przodków.

Kapliczka położona jest na skrzyżowaniu dróg z Ostrzeszowa do Sycowa i części Rojowa Meszyn. Ten symbol wiary znajduje się w niewielkiej odległości od budynku byłej szkoły, zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej. Zbudowana jest na planie kwadratu z małych czerwonych cegieł, ułożonych na sobie, z dwuspadowym dachem. Jej kolor, intensywny czerwony, przyciąga wzrok z daleka i kojarzy się z krwią, miłością, nadzieją i uczuciem. Daszek kapliczki jest brązowy. Otacza ją niewielki brązowy płotek z otwieraną furtką. Wokół rosną niewielkie zielone krzewy. Przed kapliczką znajduje się wymurowana posadzka z wazonem pełnym kwiatów.


Rojów 2005

Wnętrze kapliczki zdobi figura i krzyż. Figura, umieszczona w centrum za witrażowymi szybami, przedstawia Jezusa Chrystusa w niebiesko-czerwonych szatach, otoczonego przez trzy aniołki i wazon z kwiatami. Na szczycie kapliczki znajduje się krzyż z metalowymi zakończeniami ramion w kształcie elementów kwiatowych, wmurowany w dach. Te wszystkie elementy sprawiają, że kapliczka jest wyjątkowo piękna.

Kapliczki tradycyjnie były miejscem zgromadzeń pielgrzymek i procesji podczas Dni Krzyżowych. Dziś ten zwyczaj już nie funkcjonuje. Podczas poświęcania kapliczki, kapłan wyjaśniał wiernym jej symbolikę: ściany reprezentują cztery sprawy ostateczne - śmierć, Sąd Ostateczny, czyściec, piekło; zaś sklepienie symbolizuje niebo. Daszek przypomina o modlitwie, którą powinno się "przykrywać" swoje życie, a dzwonek symbolizuje sumienie.

W naszej okolicy najwięcej kapliczek wybudowano w drugiej połowie XIX wieku, kiedy to chłopi, już wolni, mogli samodzielnie wznosić te konstrukcje.

Twórcami tych obiektów byli często lokalni artyści-amatorzy, choć niekiedy kapliczka może być pięknym przykładem sztuki ludowej. Zjawiskiem charakterystycznym dla przydrożnych krzyży, kapliczek i figur jest to, że to wierni byli inicjatorami nabożeństw, sami opracowywali ich scenariusze i często przy nich się gromadzili. 


                                                                                                              Rojów ‎12 ‎sierpnia ‎2005

15 maja 2024

Ciekawi ludzie - wspomnienie ś.p. Franciszka Kalety


 

Wspomnienia wojenne Józefa Błocha (1928)

             Wspomnienia wojenne ś.p. Józefa Błocha (1928) spisane przez wnuka, Wojciecha Błocha w 2006

        W 1939 mieszkałem wraz z moim starszym bratem u moich dziadków w Olszynie, gdyż jako młody chłopiec pracowałem u gospodarstwie przy tamtejszym majątku. Moi rodzice mieszkali w Parzynowie.

            Byliśmy przygotowani na wybuch wojny. Cenniejsze rzeczy mieliśmy już wcześniej przygotowane na wypadek ucieczki. Gdy 1 września Niemcy zaatakowali Polskę, my zapakowaliśmy bagaże na wóz i zaczęliśmy uciekać na Wschód. Drogi były bardzo przepełnione. Gdy dotarliśmy nad Prosnę byłem świadkiem pierwszej jaka w życiu widziałem egzekucji. Wojska polskie złapały mężczyznę, który był niemieckim szpiegiem i rozstrzelali go. Następny dramat miał miejsce gdy przechodziliśmy przez wieś koło Piotrkowa Trybunalskiego. Nadleciały niemieckie bombowce i zrzuciły bombę, tuż nieopodal nas. Straciliśmy wówczas dwie krowy i konia, zginęło również wielu niewinnych ludzi. W czasie naszej ucieczki  doszliśmy do Łęczycy. Front przeszedł i wtedy mogliśmy wracać do domu. Wróciliśmy po trzech tygodniach.

            Lata okupacji nie zapisały się niczym szczególnym w mojej pamięci. Wraz  z powrotem do domu wróciły moje obowiązki. Mimo młodego wieku wróciłem do pracy w gospodarstwie.

            W 1945 gdy wojska radzieckie zbliżały się do Ostrzeszowa Niemcy urządzili  krwawą niedzielę. Żołnierze chwytali ludzi znajdujących się poza domem i bestialsko do nich strzelali. Następnie wielu żołnierzy przyszło do majątku w Olszynie i wymusiło na dziedzicach aby dali im konie, na których uciekali na zachód. Gdy Rosjanie przyszli do Olszyny szukali Niemców. Znaleziono wówczas dwunastu niemieckich żołnierzy. Zawołali mojego ojca, który biegle mówił po niemiecku, aby im tłumaczył, bo chcieli wyciągnąć od nich jak najwięcej informacji. Gdy dowiedzieli się tego czego chcieli, ustawili ich wzdłuż muru i rozstrzelali. Rosjanie zostali w olsztyńskim majątku kilka dni. Byli bardzo niezdyscyplinowani. Pamiętam jak dowódca zabił swojego żołnierza, który przystawiał się do Polki. Dziewczyna zaczęła krzyczeć, gdy usłyszał to jego dowódca wybiegł z mieszkania i zastrzelił go. To było dla mnie nieprawdopodobne. Rosjanie lubili też bardzo alkohol. Często przebywali w gorzelni znajdującej się na terenie majątku. Po kilku dniach opuścili Olszynę i ruszyli w stronę Berlina.

        Po wojnie w czerwcu ’48 dostałem wezwanie do wojska. Przez 3 lata przebywałem w Warszawie w KBW (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego).

09 maja 2024

Wspomnienia Anny Błoch z domu Rogala (1933) z okresu wojny

 Wspomnienia Anny Błoch z domu Rogala (rocznik 1933) z okresu wojny 1939-1945
spisane przez Wojciecha  Błocha (wnuka) w 2006

W 1939 mieszkałam wraz z rodzicami - Rozalią i Michałem oraz dwiema siostrami 10-letnią Marią i 3- letnią Heleną w Rojowie.

1 września miałam rozpocząć naukę w miejscowej szkole podstawowej. Tego dnia wczesnym rankiem obudziło nas pukanie w okno. To był mój dziadek Jakub. „Wy śpicie, a wojna idzie!”- mówił. Wyszliśmy na podwórze, z którego było widać główną drogę. Ludzie uciekali wraz z całym swym dobytkiem, ciągnęli za sobą krowy, kozy, źrebaki, w klatkach nieśli kury i kaczki, dzieci niosły torby, kobiety pchały wózki z niemowlętami. Jedni uciekali pieszo, inni jechali wozami. Panował straszny bałagan, popłoch i panika. Za poleceniem dziadka spakowaliśmy cenniejsze rzeczy, porcelanę, pierzyny, ubrania... i jak wszyscy przed ucieczka, ukryliśmy je w piwnicach kościołka. 

                                                                    Jarmużowie- lata 30.te XX wieku

Dziedzice rojowskich ziem- państwo Jarmużowie darzyli zaufaniem moich rodziców  i dlatego polecili nam byśmy wraz z nimi uciekali. Załadowaliśmy, więc na wóz żywność i ubrania na zmianę i wyruszyliśmy w drogę na wschód. Pan Jarmuż zadecydował, że pojedziemy do Warszawy, bo tam będzie najbezpieczniej. Myliliśmy się.

Wrzesień był bardzo upalny tamtego roku, co znacznie utrudniało podróż. Konie szybko się męczyły i z trudem ciągnęły wozy o ciężkich żelaznych kołach. Musieliśmy iść pieszo a piasek bardzo parzył  nas w stopy. Bardzo łatwo było się zgubić, bo drogi były przepełnione ludźmi i wojskiem. Było ciężko.

Pamiętam jak pewnego dnia zatrzymaliśmy się na odpoczynek  w ogromnym sadzie. Było tam pełno ludzi. Siedzieliśmy w cieniu jabłoni, gdy wtem nadleciały niemieckie samoloty. Wybuchła panika. Ludzie zaczęli kryć się pod drzewami, w  radlinach na pobliskim polu, nas ojciec wciągnął pod wóz. Nagle usłyszeliśmy świst kul wśród liści. Ostrzał nie trwał długo a mimo to zginęło wówczas wielu ludzi...

Gdy zbliżaliśmy się do Warszawy, wstąpiliśmy do dworu, we wsi Dobra. Znajdował się tam duży ogród, pośrodku którego stał piękny pałacyk. Było tam też gospodarstwo. Rządca tego majątku prosił pana Jarmuża abyśmy tam pozostali, bo dziedzic uciekł a on sam nie umiał mówić po niemiecku. Odradził dalszej podróży do Warszawy, bo tam toczyły się walki. Zatrzymaliśmy się, więc na kilka dni. Państwo Jarmużowie zamieszkali w pokojach pałacowych a my spaliśmy w sieni. Moi rodzice podjęli pracę w gospodarstwie,  a ja z siostrami i miejscowymi dziećmi całymi dniami bawiłyśmy się w ogrodzie. Przez moment udało nam się nawet zapomnieć, że wokół nas toczy się wojna. Jednak to nie trwało długo. Pewnej nocy ok. godziny 500 obudziły nas wybuchy i odgłosy strzałów. Gdy za oknem ujrzeliśmy słupy ognia stało się jasne, że obok przechodzi front. Pani Jarmuż przyszła po moją mamę, aby poszła z nią i innymi kobietami mieszkającymi w pałacu modlić się. Mama nie zgodziła się, powiedziała, że jeśli ma zginąć to razem ze swoimi dziećmi. Walka na zewnątrz trwała bardzo długo, a przynajmniej tak mi się wydawało. W końcu pan Jarmuż wyszedł ocenić sytuację. Wojna nie była mu obca, bo niegdyś walczył w I wojnie światowej. Gdy wrócił powiedział, że możemy iść spokojnie spać, bo wojsko polskie zbiegło i ostrzeliwanie pada z jednej strony. Front przeszedł a zatem mogliśmy wracać do domu. To, co widzieliśmy w drodze powrotnej na zawsze utkwiło mi w pamięci. W rowach leżało mnóstwo zabitych cywilów, żołnierzy, koni... To był straszny widok.

  Po powrocie poszłam do szkoły. Nie uczyłam się tam jednak długo, bo tylko dwa tygodnie. Potem wyszedł zakaz uczęszczania polskich dzieci do szkoły. Wówczas pani Jarmuż i jej córki zorganizowały w dworku tajne lekcje. Uczono nas pisania, czytania i liczenia.

Moi rodzice i starsza siostra wrócili do pracy w majątku, a ja mimo młodego wieku opiekowałam się młodszą siostrą i prowadziłam dom. Kolejne lata wojny mijały coraz spokojniej. Wprawdzie okupanci skutecznie utrudniali nam życie, ale do wielu rzeczy w końcu się przyzwyczailiśmy. Na przykład okna mieszkań musieliśmy szczelnie pozaklejać papierem, aby wieczorem nie było widać, że w domu świeci się światło. Istniało wiele zakazów a łamanie ich groziło wywozem do obozu. 

Kiedy Niemcy dowiedzieli się, że wojska radzieckie się zbliżają urządzili masakrę ludności cywilnej. Wyciągano z domów całkiem niewinnych ludzi i rozstrzeliwano ich. Wielu uniknęło takiego losu ukrywając się. Pamiętam niedzielny poranek, gdy na nasze ziemie wkraczali Rosjanie. Pytali nas o  Niemców i Volksdeutschy. Mieszkaliśmy wtedy u państwa Bursztynowiczów, który byli właśnie volksdeutschami. Byliśmy przez nich źle traktowani, mieliśmy okazję zemsty, mogliśmy wydać ich Rosjanom, ale nie zrobiliśmy tego. Wszyscy Niemcy mieszkający w okolicy zbiegli do pobliskich lasów. Polacy zorganizowali wówczas patrole i ścigali ich. Mój wuj chodził na takie patrole, gdzie został poważnie zraniony przez pewnego Niemca.

We wrześniu ’45 powróciłam do szkoły  i rozpoczęłam przygotowania do przyjęcia I komunii.


Odkryj fascynujące historie na blogu Dzieje Rojowa!

 Odkryj fascynujące historie na blogu Dzieje Rojowa ! Interesujesz się historią lokalną, ciekawostkami z przeszłości i niezwykłymi opowieśc...