24 marca 2012

„Od powietrza, głodu, ognia i wojny” – I połowa XVIII wieku


Tymi słowami suplikacji można opisać początek wieku XVIII na naszym terenie. Na okolice Ostrzeszowa a więc także znajdujący się w jego najbliższym sąsiedztwie Rojów spadło wówczas szereg nieszczęść.
W 1702 roku  miał miejsce przemarsz wojsk polskich i  najazd Szwedów,  rok później wojsk saskich a w 1707  Kozaków i Tatarów z armii rosyjskiej. Tragiczne skutki miały nie tylko przemarsze wojsk ( rabunki, napady na ludność cywilną, zniszczenia, nakładane kontrybucje, zmuszanie do różnego rodzaju świadczeń) lecz przede wszystkim wielka zaraza dziesiątkująca ludność przywleczona przez te wojska.
 Epidemia w latach 1708 oraz 1710-11 dziesiątkowała ludzi, ginął również inwentarz żywy, zwłaszcza owce i bydło. Miejscowej ludności zaczął zaglądać w oczy głód. Podobnie było na naszym terenie w okresie wojny z lat 1733-1735.
            Szybko wzrastała liczba pustych gospodarstw po zmarłych lub zbiegłych chłopach. Trudną sytuacje potwierdzają dokumenty z tamtych czasów.
W omawianym czasie Rojów jest wymieniany przez Stanisława Nawrockiego wśród wsi gdzie pola, łąki i ogrody leżały odłogiem.
Upadek chłopskich gospodarstw w Rojowie potwierdza także następujący fakt.
W aktach grodzkich Ostrzeszowa w  roku 1710 odnotowano że „proboszcz ostrzeszowski Michał Kozinski posiadał 7 poddanych chłopów oraz 5 osadników w Rojowie i Siedlikowie, jednakże zrujnowanych z powodu wojny”.
Zmniejszała się powierzchnia gospodarstw chłopskich. Opustoszałe gospodarstwa przyłączano zwykle do folwarków, tak też zapewne stało się w Rojowie. Pogarszał się stan narzędzi pracy. Zwiększenie obszaru folwarków i brak rąk do pracy powodował, że pańszczyzna wzrosła do 5 lub 6 dni sprzężajnych tygodniowo. Musiało to pogorszyć i tak już dramatyczną sytuację chłopów.
Jeszcze bardziej przygnębiający jest następny opis. Ksiądz Michał Perliński pisze, że wizytacja kościelna z dnia 7 października 1712 r. wyraża ubolewanie, że „kościół rojowski wskutek wojny szwedzkiej został zamieniony na skład słomy i siana i sprzętów wojennych, nawet na stajnię dla koni żołnierskich”.  Trudno wyobrazić sobie gorszą profanacje świątyni.               
            Jak by tego było mało około 1720 roku południową cześć naszego powiatu nawiedziła plaga szarańczy. Staropolskie przysłowie „jak nie urok to przemarsz wojsk” doskonale obrazuje sytuacje ludzi wtedy żyjących na tym terenie. 
Znaczne zwiększenie obszaru folwarku pociągnęło za sobą potrzebę zdobycia większej liczby rąk do pracy, których najłatwiej dostarczyć mogli komornicy i ludzie luźni; liczba tych ostatnich
w drugiej połowie XVII wieku znacznie się powiększyła. Folwarki przystąpiły także do kupowania własnych narzędzi pracy i bydła pociągowego, gdyż wskutek zniszczeń inwentarz chłopski przestał wystarczać. Zwiększano na folwarkach rozmiary hodowli bydła i owiec. Zmianom tym towarzyszył wzrost zatrudnienia na folwarkach ludzi najemnych, zwłaszcza ratajów i fornali, zajmujących się uprawą roli, oraz owczarzy i skotarzy, prowadzących hodowlę bydła.